O trzech takich, co marzyli

O trzech takich, co marzyli

– Do hymnu polskiego…..

Teodor obrócił się do Gerarda. Ten wydawał się śpiący i zadumany. Jak zwykle. Jego flegmatyczne usposobienie denerwowało Teodora, choć z drugiej strony był jego najlepszym przyjacielem, który akceptował jego wady. Dlaczego on miałby nie zaakceptować jego flegmatyzmu? Jedno ich łączyło, oboje nie lubili szkolnych apelów.

– Co się tak kręcisz?– szturchnął Teodora Eryk. Eryk, gniewny, drażliwy, nie panujący nad nerwami. Usposobienie choleryka. Do tego wyznaje podwójną moralność, o czym niejednokrotnie  przekonali się jego szkolni koledzy. Teodor gniewnie spojrzał na Eryka i już miał go szturchnąć, gdy usłyszał za plecami szept nauczycielki:

– Chłopcy nie kręćcie się tak.

Teodor spojrzał w stronę osób trzymających sztandar. Mieli poważne miny. Nie wyobrażał sobie siebie tam stojącego. Nagle został lekko popchnięty do przodu.

– Podaj mi breloczek, leży koło twoich nóg –  szepnął Gerard.  Teodor spojrzał pod nogi i już chciał się schylić, gdy zauważył czyjąś rękę sięgającą po  breloczek. Ukucnął i chwycił rękę Eryka trzymającą brelok.

– Twój? – zapytał Eryk.

– Nie, a twój?

W tej samej chwili Gerard chwycił rękę Teodora. Chłopców oślepiło jasne światło wyłaniające się z breloka. Cofnęli się upuszczając brelok na ziemię. Ogarnęło ich dziwne uczucie paniki, lęku a zarazem ciekawości. Dzieci ze szkolnego apelu zniknęły, szkoła zniknęła, wokół panowała wyłącznie jasność, a światło dobiegające z breloka z sekundy na sekundę robiło się coraz jaśniejsze, aż zaczęło ich oślepiać. Zamknęli oczy i w jednej chwili znaleźli się w starej bibliotece. Wokół nich zalegało na półkach mnóstwo książek pokrytych kurzem. W którakolwiek stronę by nie spojrzeli były tam książki. Nie mieli pojęcia co się stało i w którą stronę powinni się udać.

– Gdzie my jesteśmy? – zapytał drżącym głosem Gerard.

– Tam gdzie rzadko bywasz…. – odpowiedział Eryk, przyglądając się pozycją książkowym.

– Bardzo śmieszne…… nie sądzisz, że to dziwne, że tu się znaleźliśmy? – odburknął Gerard.

– Myślę, że to przez ten brelok – powiedział Teodor podnosząc brelok z ziemi. Teraz już nie świecił, miał niebiski kolor, był gumowy, w kształcie znaku zapytania i w zasadzie niczym się nie wyróżniał.

– I co teraz będzie? Gdzie się podziała szkoła? Czy tak wygląda szkolna biblioteka? Gdzie jesteśmy……. ja chcę na apel – zaczął panikować Gerard.

– Nigdy nie byłeś w szkolnej bibliotece? – otworzył szeroko oczy ze zdumienia Eryk.

– W którą stronę idziemy? – zbagatelizował pytanie Eryka Teodor, nie chcąc pogrążać swojego przyjaciela.  Chłopcy wzruszyli ramionami.

– Ok, idźmy tędy – przejął inicjatywę Teodor, wskazując jeden z dwóch kierunków, po czym ruszył przed siebie. Szli mijając jedynie półki z książkami. Korytarz biblioteki wydawał się nieskończonością. Po kilkunastu minutach zdali sobie sprawę, że znaleźli się w mało komfortowym położeniu, gdziekolwiek by nie poszli wokół pojawiały się kolejne zakurzone półki ze starymi książkami. I o ile dla „moli książkowych” mogła to być ciekawa perspektywa spędzenia czasu, to na dłuższą metę nic co trwa niebezpiecznie długo nie jest  interesujące. Mało tego, staje się to nurzące, aż w konsekwencji przeradza się w irytacje.

– Nigdy stąd nie wyjdziemy – zaczął marudzić Gerard.

– Jak to jest możliwe, że się tu znaleźliśmy? – Teodor zaczął się głośno zastanawiać – Ten brelok jest magiczny.

– Tylko go nie zgub, bo stąd nie wyjdziemy – wtrącił wkurzony Eryk.

– Musi być jakiś rozwiązanie, aby wyjść z tej biblioteki…….- Teodor zatrzymał się. Spojrzał w górę na wznoszące się półki z książkami. Nie sposób było dostrzec ich końca.  Wyjął jedną z książek stojących na półce. Była pokryta dużą warstwą kurzu, więc dmuchnął, aby pozbyć się jego nadmiaru. Spod warstwy kurzu wyłonił się tytuł książki: „Jak dogonić przeszłość”. „Przecież nie można dogonić przeszłości, można tylko gonić za przyszłością” – pomyślał chłopiec. Sięgnął po kolejną książkę. „Jak oszukać teraźniejszość”. Chłopcy spojrzeli na siebie.

– Niech zgadnę, teraz coś będzie o przyszłości – Eryk pośpiesznie chwycił kolejną książkę z półki i przeczytał jej tytuł: „Jesteś pewien, że o tym myślałeś?”. Eryk cofnął się, przerażony. Wpadł na Teodora, stracił równowagę i runął jak długi na ziemię. Padając, wyciągnął rękę, żeby osłabić upadek, i wypuścił z rąk książkę.  Chłopcy spojrzeli na otwartą książkę leżąca na ziemi. Miała puste strony.

– Tak jakbyśmy z tymi książkami rozmawiali – powiedział Eryk.

– Masz długopis? – Teodor spojrzał na Gerarda. Gerard stał jak słup, z szeroko rozdziawioną buzią.

– Gerard! – powtórzył ponownie.

– Ja mam – wyciągnął w górę rękę Eryk, podnosząc się z ziemi.

– Słuchajcie, już rozumiem. Jak dogonić przeszłość oznacza, że zastanawiamy się jak powrócić na apel w szkole, jak oszukać teraźniejszość oznacza ………….

– Że musimy ją oszukać, czyli co zrobić?– wtrącił Gerard.

– W puste strony tej książki wpiszemy sobie coś innego, np. że jesteśmy na bezludnej wyspie i tam się znajdziemy. Oszukamy teraźniejszość, to znaczy to, że jesteśmy tutaj. A pytanie o kolejną książkę jest jasne, bo po co nam kolejna książka skoro wpisując zdanie, że jesteśmy gdzieś indziej, oszukamy teraźniejszość i osiągniemy cel – dodał Eryk klaszcząc w dłonie.

– No właśnie, po to są te puste strony. Wpiszemy w książkę: apel szkolny i znajdziemy się na nim – odparł Teodor  sięgając po książkę.

– Czekaj – nadepnął ją butem Eryk – może wpisz coś innego, nie kusi was aby znaleźć się gdzieś indziej?

– Gdzie? – zapytał zdziwiony Gerard wykrzywiając przy tym usta. Przez ułamek sekundy Gerard pomyślał, że Eryk upadając uderzył się w głowę i majaczy. Nie podobała mu się perspektywa wyruszania w nieznane. Chciał wrócić na apel i mieć święty spokój. Znalazł się w dziwnym świecie, a co nieznane budzi grozę. Zaczął się bać.

– Wracamy na apel – stwierdził.

– Tak – przytaknął Teodor – Daj długopis Eryk.

– Daj książkę Teo, ja wpiszę – odparł Eryk.

– Nie ufaj mu! No co ty Teo – Gerard wpadł w panikę.

– Albo mi ją dasz, albo zabierzesz mi długopis siłą. Hm…. albo wybiorę inną książkę…. – Eryk zaczął wodzić wzrokiem po książkach na półce.

– Trzymaj – Teodor wręczył książkę Erykowi. Chłopcy czekali w napięciu, aż Eryk przestanie pisać. Eryk z uśmiechem zamknął książkę, po czym znów zapanowało wszechobecne jasne światło. Gerard wrzasnął. W sekundę później chłopcy znaleźli się na stadionie piłki nożnej, w samym środku boiska. Stadion wydawał się pusty.

– Zabiję cię – Teodor rzucił się na Eryka. Gerard w rozpaczy patrzył, jak chłopcy się szarpią. Chciał ich rozdzielić, ale nie wiedział jak zacząć. Znów bezradność zawładnęła jego umysłem.

– Nazywam się Stan i będę waszym przewodnikiem… – usłyszeli męski głos zza pleców. Chłopcy przestali się bić i w pośpiechu cofnęli się kilka kroków do tyłu.  Dostrzegli wysoką postać mającą około dwóch metrów.

– Niewłaściwe wybory się mszczą….durniu – szepnął przez zęby Teodor do Eryka.

– Ja wpisałem apel – powiedział spokojnie Eryk – nie rozumiem.

Teodor zmarszczył brwi. Spojrzeli na wysokiego mężczyznę.

– Przepraszam, a Pan to kto….to…to znaczy jaki przewodnik, po czym? – zapytał Gerard.

– Po myślach – odpowiedział mężczyzna.

– No tak. Wpisałeś „apel” w niewłaściwą książkę, a pomyślałeś o stadionie. Mieliśmy wpisać „apel” w książkę o teraźniejszości. Wpisałeś w tą, co ci upadła, a ona miała tytuł:  jesteś pewny czy o tym myślałeś? Nie, nie byłeś pewny, bo chciałeś być na stadionie zamiast apelu – rozłożył ręce Teodor. 

– I co teraz? – westchnął Gerard spojrzawszy na wysokiego, dziwnego mężczyznę, który stał nieruchomo, a do tego mówił jakby był zahipnotyzowany.

 – Może jeśli to przewodnik, to wskaże nam drogę – zasugerował niepewnie Eryk.

– Wskażesz nam drogę do szkoły, na nasz apel? – zapytał Gerard.

– Znacie drogę – odpowiedział mężczyzna.

– Dowcipny jest Pan – wtrącił Eryk.

– Czasem wystarczy jeden człowiek, albo jedna myśl, aby zmienić swoje życie na zawsze –  powiedział mężczyzna.

– To znaczy, że tu zostaniemy na zawsze, przez jedną myśl tego……. Przez myśl Eryka? – wykrzyknął Gerard.

–  Nie krzycz tak. Porozmawiaj sam ze sobą w ciszy – szepnął Eryk – już nie mogę ciebie słuchać.

– Czego pragnęliście na apelu? – zapytał mężczyzna

– Aby się znaleźć poza nim – odpowiedział Teodor.

– A gdy już się znaleźliście?

– To nie umieliśmy tego wykorzystać – stwierdził Teodor.

Czasem trzeba uważać z marzeniami, bo mogą się spełnić. A jak się spełnią, to trzeba nauczyć się z nimi obchodzić. Bo niekiedy, gdy zawiodą, trudno jest potem od nich uciec – powiedział mężczyzna.

Nim się chłopcy odgadnęli, mężczyzna zniknął. Stali na środku stadionu, każdy z nich zastanawiając się czego tak naprawdę pragnie. Umiejętność ulokowania swoich uczuć, pragnień, marzeń  jest również ważna w życiu.

A ty o czym marzysz?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial